GSMP Załuż ostra rywalizacja zakończona sukcesem !
W telegraficznym skrócie: po Sopocie przenieśliśmy się na Słowackie trasy i tradycyjnie wytarowaliśmy w Banovcach. Po zwycięstwie Olka w Sopocie mieliśmy nadzieje na powtórzenie tego wyniku na Słowacji. Wyścig w Banovcach pokazał jednak, że dystans do Mariusza Steca znacznie się zmniejsza i lada wyścig zostanie pokonany w równej walce a nie tak jak w Sopocie dzięki jego problemom. Różnica na mecie niedzielnego wyścigu wyniosła zaledwie 0,067 na korzyść Mariusza to chyba najmniejsza różnica w historii GSMP. Ewa pod nieobecność Tomka Żerebeckiego zrobiła co do niej należało i bezapelacyjnie zwyciężyła w klasie pokazując, że trasy gdzie wymagana jest nienaganna technika prowadzenia samochodu po prostu jej pasują.
Kolejne zawody to kultowy wyścig na trasie w Załużu. Jak co roku wyścig zgromadził wielu zawodników i tysiące kibiców atmosfera budowała prestiż zawodów i tym cenniejsze są dobre wyniki tam osiągnięte. Zespół PRS cały czas rozwija Różową Panterę także i na ten wyścig przygotowaliśmy kilka poprawek które miały za zadanie głównie zmniejszdenie masy auta gdyż trasa jest bardzo stroma.
Pierwszego dnia zawodów nieszczęśliwej awarii uległ silnik w Citroenie Ewy, rozżalona musiała tego dnia jedynie kibicować, a my zajęliśmy się zorganizowaniem zapasowego silnika i jego wymianą tak aby w niedzielnych zawodach Ewa mogła pojechać i pokazać na co ją stać na tej trasie. Samochód Olka spisywał się doskonale jednak w odróżnieniu od Steca brakowało nam delikatnie maksymalnej prędkości na najdłuższej prostej przez co nie udawało się nam go pokonać i zabrakło znowu kilka dziesiątych…
Postanowiliśmy w nocy miedzy sobotą a niedzielą popracować trochę nad skrzynią Olka, zmieniliśmy przełożenie piątego biegu dzięki czemu podnieśliśmy maksymalną o paręnaście kilometrów na godzinę. Po przejazdach treningowych Olek potwierdził, że nasze obliczenia były jak prawidłowe i skrzynia „kończy się” w momencie kiedy trzeba hamować więc jest idealnie. Wiedzieliśmy, że będzie dobrze ! Ewa po zamontowaniu drugiego silnika świetnie radziła sobie na trasie w Załużu minimalnie przegrała z Tomkiem do pierwszego zwycięstwa nad zawodnikiem z Kotliny Kłodzkiej zabrakło jedynie 0,240, trudno może w Siennej się to uda ! Wysoka temperatura ok. 30 st jaka panowała drugiego dnia sprawiła, że nie udało się poprawić rekordu trasy i czasy osiągane przez auta były nieznacznie gorsze od sobotnich. Olek pierwszy podjazd pojechał doskonale wygrywając ze znaczną przewagą generalkę Mistrzostw Polski a w klasyfikacji wyścigu ustępując jedynie „kosmicznej” formule słowackiego kierowcy
Kraicego. Drugi podjazd to również doskonały czas i miażdżące pierwsze „prawdziwe” zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski ! GRATULIJEMY !!!
Już wkrótce tutaj galeria z imprezy, wypowiedz Olka po jego powrocie z zasłużonego urlopu a oto co po wyścigu powiedziała Ewa:
Historia kołem się toczy…Rok temu na przedostatnich zawodach GSMP już w pierwszym podjeździe treningowym w mojej C2 awarii uległ silnik. Tym razem stało się to jeszcze wcześniej, gdyż tuż po zjechaniu z lawety zaczął nierówno pracować, po czym ucichł. Po próbie uruchomienia chodził jak pudełko wypełnione gwoździami, a nie jak zaawansowany mechanizm napędzający auto wyścigowe. Mimo, że minęło tak mało czasu – przyczyna usterki jest już zlokalizowana, a silnik lada moment zostanie rozebrany na elementy pierwsze.
Z tego powodu na samym początki sobotniej rundy musiałam przestawić się z trybu wyścigowego na tryb zaawansowanego matematyka, gdyż błyskawicznie trzeba było przeliczyć punkty w klasyfikacji rocznej i sprawdzić czy możliwe jest odrobienie strat w Siennej. Szybkie wyliczenia sprawiły, że zaczęliśmy szukać drugiego silnika. Na szczęście Chłopaki z PRS mają swoje kontakty i już po kilku minutach otrzymałam wiadomość, że zastępcza jednostka napędowa czeka na odbiór w Czechach. W tym miejscu chciałam najmocniej jak potrafię podziękować mojemu Tacie, który bez chwili wahania udał się na wycieczkę i przywiózł do Załuża nowe serce do mojego auta. W sobotę kładąc się spać zastanawiałam się czy będzie sens wstawać w niedzielę z samego rana, jednak w środku nocy usłyszałam jeden z moich ulubionych dzięków – moja C2 ożyła, pracowała równo i była gotowa na kolejne zmagania ;). Kolejne podziękowania kieruję do całej ekipy Palonka Rally Sport, która do 3 w nocy uporała się z wymianą całego silnika, czym po raz kolejny udokumentowali swój niesamowity poziom profesjonalizmu. Prawda jest taka, że nawet najlepszy kierowca bez zgranego i dobrze przygotowanego serwisu dużo nie osiągnie. Jeszcze raz dziękuję – PRS rulez! ;). Właśnie z takich powodów sobotnią rundę w Załużu byłam zmuszona oglądać oczami kibica – nie było tak źle, ale zdecydowanie wolę rywalizację i wys
oki poziom adrenaliny ;). 12. rundę GSMP rozpoczęłam w bojowym nastroju – założony na tą eliminację plan był jasny – mimo straconych sobotnich podjazdów musiałam wygrać z Wojtkiem, a dodatkowo po czasach jakie Tomek osiągał dzień wcześniej, pojawiła się realna szansa na wygraną. Walka była niesamowicie zacięta, a do pierwszego miejsca na „pudle” zabrakło mi 0,257 sekundy! A tak zakończyłam 12. rundę na 2. miejscu w klasie i 21. w „generalce”. Po raz kolejny ten sport pokazał mi, że na końcowy sukces nie składa się tylko moja dobra forma i bojowe nastawienie, a niestety awarie, są nieodzowną częścią całej układanki. Teraz na własnej skórze doświadczyłam, jak czuł się Wujek (Olek Michałowski), któremu już kilka razy w tym sezonie zabrakło niecałej sekundy, czyli mrugnięcia okiem, do pokonania swojego największego rywala. Gratulacje Wujek!!! A jednak rady, które dałam w niedzielę rano pomogły Ci w osiągnięciu pierwszego miejsca ;). Mam nadzieję, że podczas pierwszego październikowego weekendu, na ostatniej w tym roku eliminacji GSMP w Siennej, kibice dopiszą tak samo jak podczas 37. Bieszczadzkiego Wyścigu Górskiego.


